Byliśmy, widzieliśmy, słyszeliśmy. Ponieważ ja nie potrafię być obiektywny w kwestii zjawiska Jónsi&Co - odsyłam do recenzji kogoś, kto potrafił ubrać w odpowiednie słowa to, ca ja wczoraj czułem. A jeśli chcecie wiedzieć jak to wyglądało - odsyłam do kilku galerii w sieci (sam nie robiłem zdjęć, nie miałem do tego głowy - liczyła się tylko fala dźwiękowego i wizualnego tsunami pod nazwą Kveikur).
A na dowód że tam byliśmy - jedna fotka z widowni i jeden maziak z koncertu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz